Pogoda na Lofotach intryguje każdego, kto postanawia wybrać się na wycieczkę na te norweskie wyspy. Czy w jakiś sposób zaskakuje również jej mieszkańców? Jak wygląda zima na Lofotach i czy jest dobrym towarzyszem przygód w naturze?
W drugiej części rozmowy z Basią, która prowadzi w sieci miejsca Pyzy w Norwegii, rozmawiam o pogodzie na Lofotach, o spaniu pod namiotem i mentalności Norwegów. Sprawdź, czy mieszkańcy Norwegii mogą różnić się od siebie w zależności od tego, który rejon tego kraju zamieszkują.
Pierwszej części rozmowy z Basią wysłuchasz tutaj: Wystarczy tylko wyjść. Basia z Pyzy w Norwegii
Pogoda na Lofotach – zima
[Alicja] Jak wygląda u Was zima? Kojarzy mi się, że jest łagodna ze względu na bliskość wody. Nie macie takich strasznych, śnieżnych i zimnych tych zim chyba, co?
[Basia] To pytanie dostałam wczoraj wieczorem na plaży. Jak sobie przypomnę tegororczną zimę i odśnieżanie od listopada do kwietnia, kilka razy dziennie, żeby móc wyjechać samochodem, to tak – to możemy mieć śnieżne zimy. Lofoty są tak usytuowane, że możemy mieć mróz -17, ale tylko przez krótką chwilę, możemy mieć +10 w styczniu, możemy mieć śnieg przez 5 miesięcy, a możemy go nie mieć w ogóle.
[A] Czyli może być wszystko.
[B] No i na to trzeba się nastawić, jadąc na Lofoty.
[A] I taka może być z tego konkluzja, że trzeba być przygotowanym na wszystko i brać to, co jest.
[B] Ale żeby przyjechać na Lofoty i nie docenić tego miejsca, jak pięknie stworzony jest archipelag, no to naprawdę – szacun.
Ciekawe miejsca na Lofotach
[A] Macie jakieś swoje ulubione miejsca, punkty widokowe, plaże, do których lubicie wracać? Czy chodzicie tam, gdzie macie najbliżej?
[B] Przeważnie wybieramy te, gdzie mamy blisko. Zwłaszcza zimą. Bo jeżeli nagle w nocy zawieje sztorm, nie ma co ryzykować, nigdy nic na siłę. To łatwiej będzie nam wrócić do domu. Raz tak zrobiliśmy: rozbiliśmy się na plaży Haukland – to ta najpiękniejsza plaża, z kamieniem na środku wielkim. Zimą to było. Nocą przyszedł sztorm i na początku miało wiać 18m/s, a w końcu prognozy pokazywały 27. Więc o 23:00 zabraliśmy się, namiot został, bo już nie składaliśmy go, i on przetrwał ten sztorm. Dlatego mamy do niego pełne zaufanie i uwielbiamy. To jest lavvu norweski.

[A] Kojarzę lavvu ze zdjęć. Nigdy nie spałam w takim namiocie, ale będę już kiedyś miała taką dużą rodzinę, jeszcze sobie na to wszystko zwalę psy, to kupię sobie takie lavvu, żebyśmy tam wszyscy byli w tym kółku. On wygląda tak przytulnie, fajnie, rodzinnie. Tak mi się kojarzy ten namiot. A jeszcze jak Wasze zdjęcia widzę, to już mówię: „Kurczę, to jest mega, takie miłe tam być!”. Może nie w sztormie…
[B] Uwielbiamy nasze lavvu, ono ma dwa wejścia. Mamy już swój system – z jednej strony wchodzimy, z drugiej mamy wejście do lodówki, żeby bliżej było. Każdy wie, gdzie śpi, pies wie, gdzie śpi. Poza tym namiot jest wytrzymały, więc bezpiecznie w nim śpimy.
Turyści na Lofotach
[A] Super. A jak to jest z turystami? Powiedziałaś już, że na plażę przyjechało bardzo dużo osób, żeby oglądać słońce w środku nocy, bo to taka atrakcja. Jak jest w sezonie? Mnie się wydaje, że najwięcej turystów jest pewnie w sezonie letnim, kiedy warunki są najlepsze i najstabilniejsze. Mieliśmy czasy pandemii, wszystko było zamknięte, więc trochę inaczej. Ale jak to jest teraz z turystami na Lofotach, jest ich dużo jak np. na Geiranger czy Preikestolen, czy da radę wejść samemu na górkę i się nie przepychać łokciami?
[B] Ja jeszcze nie wiem tak naprawdę. My przeprowadziliśmy się tuż przed pandemią, więc pierwsze wakacje, kiedy nie można było wyjeżdżać za granicę, my postanowiliśmy nie podejmować tego ryzyka, zostaliśmy na Lofotach. I mieliśmy je dla siebie. Bosko po prostu! Zwiedziliśmy je wzdłuż i wszerz, plus wyspy Værøy, namiotem, i jeszcze pogoda była fenomenalna. To było 2 lata temu.
Rok temu ja już pojechałam do Polski na lipiec z dziećmi, ale słyszałam, że było sporo, ale nie to, co zawsze. Ale w tym roku, kiedy wszystko jest otwarte, wszystkie granice są otwarte… My mieszkamy w domu przy głównej ulicy. Potrzebuję sporo czasu, żeby wyjechać. Jest już dużo turystów. Nie ma opcji takiej, że pójdziesz na szczyt Ryten i nie będziesz stała w kolejce do zdjęcia na półce z widokiem Kvalviki w tle. Tak że tutejsi chodzą w góry we wrześniu.
[A] Często – tak mi się wydaje – powtarzam w podcaście, że jak się wyjeżdża w sezonie letnim, to trzeba być przygotowanym na te tłumy i najlepiej jest planować takie wycieczki albo jeszcze przed sezonem, albo już na jesieni. Tak naprawdę ten sezon kulminuje się, kiedy są wakacje szkolne. To też w różnych krajach trzeba wziąć pod uwagę. U nas jest podobny problem. Już teraz o niczym się nie mówi poza tym, jakie będą tłumy w naszym lokalnym parku narodowym tutaj niedaleko. Jak tylko ktoś mówi, że się wybiera, że rodzina do niego przyjedzie czy jacyś znajomi odwiedzić, że chce ich gdzieś zabrać, pokazać… Tylko nie tam! Wiadomo, że tam jest pięknie, cudownie, to wizytówka regionu, ale w sezonie – no ciężko, ciężko.
[B] Rozwiązaniem jest chodzenie nocą, kiedy wszyscy turyści śpią. A słońce świeci, więc…
[A] Chociaż też mi się wydaje, że to nie jest tak, że wszyscy śpią. Podejrzewam, że niejedna osoba wpada na pomysł, żeby gdzieś…
[B] Ale nie aż tylu. Turystów będzie na pewno dużo. Jest bardzo dużo zagranicznych turystów, teraz tylko widziałam – przed naszą szkołą często się zatrzymują. Włosi, Portugalczycy byli na przerwie, rozmawiali z dziećmi z Chin, z Japonii, pełno. Niemców jest dużo.
[A] Nie ma co się dziwić. Sami też jesteśmy czasem turystami, zwiedzamy miejsca różne i człowiek chce to przeżyć sam. Ale wyjeżdżając można mieć z tyłu głowy, że może być dużo ludzi, mogą być korki: korki do zdjęcia w popularnych miejscach…
[B] Brak miejsca na parkingu, wiadomo. Dużo turystów – ciasno.
Mieszkańcy Norwegii a mieszkańcy Lofotów
[A] Mieszkaliście sporo lat – powiedziałaś, że 12 – w Trondheim. Widać bardzo różnice między Norwegami z Trontheim a mieszkańcami Lofotów?
[B] Ja widzę ogromną różnicę. W Trondheim po 12 latach… Norwegowie są zamknięci. Mój dom to moja prywatna część, tutaj się nie wchodzi. Więc spotykaliśmy się z wieloma Norwegami, mieliśmy znajomych Norwegów, ale żeby czuć polskość odwiedzania się, wpadania bez zapowiedzi, to tego nie mieliśmy w Trondheim. A tu na Lofotach zaczęłam pracę w połowie sierpnia. Poszłam do pracy, po tygodniu już byłam na wycieczce z dziewczynami camperem. Po prostu – dziewczyny z pracy: „Dobra, Ty też jedziesz”.
[A] Wow, o co chodzi!
[B] Jest fenomenalna różnica. Są tak serdeczni, są tak otwarci dla ludzi, którzy tu mieszkają, dla swoich. Oni nas nazywają już swoimi.
[A] Ja mam swoje doświadczenie – mieszkałam przez kilka lat w Norwegii niedaleko Oslo. Pamiętam, jak strasznie chciałam na te Lofoty pojechać, bo oczywiście tyle widziałam zdjęć, tyle słyszałam, że tam jest cudownie, przepięknie, najlepiej. I wybrałam się sama. To był chyba początek lipca albo końcówka czerwca.
Pamiętam, że siedziałam w pracy. Miałam takiego kolegę, który już kilka lat mieszkał w Oslo, ale pochodził z Lofotów. I ja tak szukałam, on mi mówił, podpowiadał, cieszył się, zaczął mi pomagać od razu, sam mnie tam popychał. Ja sprawdziłam bilety i on powiedział: „Ty, mój tata remontuje mieszkanie dla turystów. Ono jeszcze nie jest wyremontowane, więc nie będziesz mogła tam spać, ale dam Ci numer do taty, bo oni mają jeszcze przyczepę campingową na swoim podwórku, więc w tej przyczepie campingowej może będziesz mogła spać, bo chyba już łazienka jest wyremontowana…”. I tak sam mi kombinuje, gdzie mi nocleg załatwić. Ja mówię: „Spoko, bardzo miło”.
Wiadomo, to są duże koszta, jeśli chodzi o podróż i o wszystko, żeby sobie tam ogarnąć. I on mi zaraz wysuwa: „Tu jest numer do mojego taty, tata się nazywa Arne, zadzwoń do niego i dogadasz z nim wszystko”. Ja po tych pierwszych latach w Norwegii byłam taka: „O co chodzi?”. W szoku. Bardzo się zastanawiałam, czy mam zadzwonić do jego taty, czy nie zadzwonić… Ale zadzwoniłam w końcu. Spałam u nich w przyczepie campingowej za darmo, bo oczywiście nic ode mnie nie chcieli. Nic, zero. Zaprosili mnie na obiad z deserem – ja mówię: „Jezu, ludzie mnie w Norwegii na obiad zapraszają, o co chodzi!”. Po prostu taki szok. Było mi głupio, nie wiedziałam, jak się zachować, ale poszłam tam.
Superobiad. Zaczęli mi opowiadać, jakiś książki dawać, przewodniki, „Tu możesz pójść, tu możesz pójść, a gdzie byłaś? A co chcesz zrobić?”. Zaczęli mi, wiesz, całą wycieczkę planować i powiedzieli… Pamiętam, jednego popołudnia padał deszcz, tak siąpił, było deszczowo. Powiedzieli: „Wiesz co, za dużo nie zrobimy, ale mogę Cię obwieźć samochodem. No to wsiadaj do samochodu”.
Wsiedliśmy do jego samochodu, jeździliśmy chyba ze 3 godziny w tą i z powrotem, tu i tam. Na Lofotach wystarczy czasami, że człowiek wsiądzie do samochodu i pojedzie i będzie się gapił przez szybę. Nawet jeśli pada deszcz i po prostu szczęka Ci opada. Ale to takie porównanie do gościnności, otwartości ludzi stamtąd. Ja zostałam przyjęta jak by przyjechała kuzynka, której od dawna nie było w domu.
[B] Nie wiem, czy oni kuzynów tak traktują czasami.
[A] Ale tak się zastanawiałam, czy oni byli tacy mili, czy po prostu… Ogólnie jest inaczej niż na południu, inaczej niż w dużych norweskich miastach. Ale to czuć.
[B] Jest inaczej niż na południu. To na pewno. Ale pamiętaj, że jak człowiek jest otwarty i miły i sympatyczny, to nie da się być dla niego niemiłym.
[A] Ładnie powiedziane.
[B] Dlatego my nie mamy nigdy problemów z ludźmi, z sąsiadami. Bo razem robimy ogniska, spędzamy czas, popołudnia. Ale to jest prawda – jeśli jesteś otwarta, sympatyczna, po prostu nie zamykasz się przed ludźmi, to im jest trudno zamykać się przed Tobą.
Pogoda na Lofotach – przygoda za przygodą
[A] Chyba nie planujecie żadnej wyprowadzki z Lofotów mimo tych różnych śnieżyc.
[B] Nie, jeszcze nie przetrwaliśmy największego sztormu, łosia jeszcze nie widziałam… A nie, widziałam. Wcześniej jak przyjechałam do Norwegii, to mówiłam: „Muszę zobaczyć zorzę i łosia i wtedy mogę wracać”. A, i jeszcze renifera. Ale już wszystko widziałam. Bardzo nam pasuje. I te wyzwania pogodowe, bo my lubimy, jak coś się dzieje.
[A] Jakbyś opowiedziała jakąś przygodę z Waszej rodzinnej wycieczki, coś takiego, co Was zaskoczyło i z czym musieliście sobie poradzić i sobie poradziliście. Nie musi to być mrożąca krew w żyłach historia, ale podejrzewam, że różna pogoda może być i różnie może się trafić – szczególnie zimą albo jak jest sztorm.
[B] Ja jestem taka mama kura, która pilnuje dzieci, i jak nie są bezpieczne, to zabieram do domu.
[A] Czyli jesteś przygotowana dobrze na wszystkie możliwości.

[B] Tak, ale pamiętam, jak wybraliśmy się rowerach na Værøy. To jest wyspa oddalona od Lofotów o 45 minut promem. Tam trzeba dopłynąć. I to właśnie było w tym roku pandemicznym, więc my rowerami sobie na prom wjechaliśmy w Moskenes na końcu Lofotów, rowerami zjechaliśmy i całe Værøy objechaliśmy na rowerach.
Chłopaki mieli wtedy 8,6 i 3 lata. 3-latek siedział w przyczepce, ja miałam jego, a Robert miał przyczepkę z bagażami. Jak zjeżdżaliśmy z promu, w lipcu, to była piękna pogoda na południowej stronie, a my musieliśmy się przebić przez przełęcz. Pojechaliśmy na północną stronę. I my nie wiedzieliśmy, ile tam jest kilometrów, bo tak wyglądało na płasko. Ale nie było… Zajęło nam to 1,5 godziny, poprowadziliśmy rowery pod górkę, no i sobie dalej już jechaliśmy i od północnej strony tak strasznie wiało, jak jechaliśmy… Jeszcze było przyjemnie w miarę, bo słońce świeciło. Ale jak stanęliśmy na trawie, gdzie chcieliśmy się rozbić, my nie daliśmy rady rozbić namiotu, tak strasznie wiało. I mieliśmy wtedy te nasze lavo ze sobą, no ale udało się. Chłopaki w międzyczasie zasnęli przy przyczepkach.
[A] Nie przeszkadzało im, że był sztorm.
[B] To nie był sztorm jeszcze, to był silny wiatr. To był piękny widok – stoją 4 rowery, 2 przyczepki, w jednej przyczepce śpi maluch, obok śpią dwaj skuleni na trawie przykryci kocykiem, bo już się potrafią ogarnąć. My walczymy z wielką szmatą namiotu… No, to była przygoda.
[A] Niezła.
[B] Ale przetrwaliśmy. Nie przypominam sobie więcej takich. Spaliśmy też pod namiotem na Unstad ze znajomymi razem w październiku, pod koniec października. I było już dość chłodno, więc sobie rozpaliliśmy ognisko, ale prognozy zorzowe były fajne, dlatego pojechaliśmy. Zaświeciła zorza, jak my siedzieliśmy przy ognisku, leżeliśmy sobie – wtedy pierwszy raz oglądałam zorzę, leżąc na karimacie w śpiworze. Niesamowite. Jak sobie pomyślę, że ludzie jadą tysiące kilometrów i stoją, marzną, czekają aż zaświeci i nie zaświeci… A my sobie tak po prostu przy ognisku. Zaświeciła w każdym razie tak mocno zorza, że wtedy dopiero ona rozświetliła całe niebo. I była tak intensywna… Wtedy poczułam, że te historie starszych ludzi z Lofotów, którzy boją się zorzy, poczułam, że mogą być prawdziwe. I jest się czego bać czasami. Rozumiem ich strach, o tak. Ja się nie boję, bo nauka poszła do przodu, wiem, jak powstaje zorza, ale 80 lat temu nie wiedzieli, więc bali się zorzy.
Zobacz również: Polowanie na zorzę polarną
[A] To jest zupełnie inna historia dla nas, którzy mają teraz dostęp do wszystkich badań, internetu i wszystkiego, co jest tylko możliwe. Ale kiedyś tego nie było i nie było wyjaśnienia, co to jest i jak może być i jak mocno i intensywnie czasami może zaświecić. To jest na pewno niesamowite przeżycie.
Basia, no to co – jeśli mamy osobę aktywną, lubiącą przygody, otwartą, niebojącą się sztormów, śnieżyc i różnych pogód i niepogód, to na Lofotach się odnajdzie taka osoba, co?
[B] No na pewno. Nawet jak lubi pogodę, to… Pogoda czasami jest! Teraz była na przykład, przez tydzień.
[A] Pogoda zawsze jakaś jest. Byłam na Lofotach dwa razy. Tylko dwa razy, tylko i aż. Ale zawsze wracam wspomnieniami, bardzo fajnie i bardzo pozytywnie. Na pewno nie były to moje ostatnie razy na Lofotach. Ja się moimi rozmowami bardzo nakręcam na wyjazdy i na różne…
[B] Współczuję Ci!
[A] Napatrzę się na tych ludzi, jak sobie śpią w namiocie w zimę albo chodzą po jakiejś Islandii, albo kajakiem gdzieś pływają… To jest taki mój sposób na podróżowanie trochę, siedząc w domu.
[B] Ale to nie znaczy, że Ty nie możesz tego zrobić za kilka lat. Nie musisz już teraz. Trzeba być cierpliwym i poczekać.

[A] No wiadomo. Zbieram, robię listę. Potem tylko przejrzę odcinki: aha, tam było fajnie, jedziemy tam. A do Lofotów nie mam tak naprawdę bardzo daleko, bo tak jak powiedziałaś o promie z Moskenes, z Bułdo pływa do Moskenes chyba prom, o ile się nie mylę. Tak. A tam wcale nie mam aż tak daleko, tylko trzeba Szwecję przejechać i trochę Norwegii.
[B] Tak, bo my rozmawiamy o innym mierzeniu kilometrów. Tylko przez Szwecję przejechać, tak?
[A] To ile to Tobie zajmie, 8 godzin…? Nie wiem, 9? To jest chwila, nie?
Wychowywanie dzieci w naturze
[B] Ja chciałam tylko jedną rzecz powiedzieć. Jak opowiadałaś o kajakach z tymi rumieńcami na twarzy i z tymi wspomnieniami Twoimi – to jest właśnie to, co my robimy dzieciom. Z premedytacją. To jest zapisywanie w pamięci uczuć i obrazów. I ja mam nadzieję, że oni pozapisują sobie głęboko, namiot będą kojarzyć pozytywnie. I zawsze z tymi wypiekami będą, tak jak Ty teraz o kajaku, że im to zostanie i będą sami później. Mogą zrobić sobie przerwę, ale mam nadzieję, że wrócą do tego życia w naturze, bo ono bardzo dużo uczy. I zupełnie inne emocje zapisuje ciało wtedy i umysł.
[A] W ogóle jakieś emocje zapisuje, nie? Piękne wspomnienia i piękna baza na przyszłość i na dorosłe życie. Taki wachlarz do wyboru różnych aktywności i życia i tego, co można robić i jak. Można, wiadomo, tego nie kontynuować, ale to jest zawsze coś, co ciężko chyba zapomnieć. Ja sobie nie wyobrażam. Pamiętam większość moich wycieczek, a nie pamiętam za wielu zabawek czy pierdół, które sobie kupimy.
[B] No, bo one wywierają ogromne wrażenie na dziecku.
[A] Świetna sprawa. No, to co: nic tylko pogratulować Twoim synom, że mają takie fajne wspomnienia…
[B] Że mają taką matkę.
[A] Tak. Potem pewnie człowiek się zastanawia: „Kurczę, oni będą mi dziękować czy potem będą mi tylko… nie dziękować, że ich tak wszędzie zabierałam”.
[B] Myślę, że kiedyś podziękują. Też nie robię tego po to, żeby dziękowali, tylko po to, żeby… Bo swobodne bycie w naturze bardzo buduje poczucie samooceny. W Norwegii nazywają to mestinfellerset, czyli poczucie mistrzostwa. To jest takie uczucie, że ja to umiem zrobić. I bycie w naturze nie wymaga wiele. Ale to uczucie takie, że potrafisz: potrafisz rozpalić ognisko, potrafisz rozbić namiot, powoduje, że Twoja samoocena rośnie. Proste, a można.
[A] Zrobimy puentę do tego, co powiedziałyśmy na początku: nieważne, gdzie się żyje. Można na płaski mieszkać, można daleko mieć do gór, do lasu czy do morza, a wszędzie można znaleźć coś dla siebie, coś do zrobienia, jakąś aktywność. Czy to rozpalisz ognisko w środku nocy albo dnia polarnego czy gdziekolwiek indziej, to tak naprawdę…
[B] Wystarczy tylko wyjść.
[A] Wystarczy tylko wyjść. Basia, ja już więcej nie będę gadać, bo będę gadać głupoty, a na tym pięknie skończymy: wystarczy tylko wyjść. No i się cieszyć życiem. Dziękuję Ci, Basiu, za rozmowę.
Miejsca Basi w sieci
Instagram: Pyzy w Norwegii
Fan page: Pyzy w Norwegii
Blog: Pyzy w Norwegii
