Chcesz zwiedzić Lofoty i spać tam pod namiotem? Albo po prostu zacząć więcej swobodnie podróżować, bez dokładnego planowania noclegu, z namiotem pod pachą albo w bagażniku auta? Ten odcinek Łosiologii jest dla Ciebie!
W 44 odcinku Łosiologii rozmawiam z Basią, która prowadzi bloga, Instagram i fan page Pyzy w Norwegii. Razem z mężem i trzema synami aktywnie wypoczywają w naturze i bardzo często śpią pod namiotem – to ich styl na podróżowanie.
Lofoty pod namiotem to też ciekawa opcja dla turystów, ale trzeba wiedzieć, że na tych wyspach pogoda bywa kapryśna i byle jaki namiot zwyczajnie nie przetrwa. Posłuchajcie pierwszej części naszej rozmowy.
[Alicja] Pytanie otwierające całą rozmowę: gdzie ostatnio spałaś w namiocie?
[Basia] Ostatnio spałam w namiocie na plaży Itaklev, wczoraj. Z wczoraj na dzisiaj.
[A] Byłaś sama czy z kimś? Z rodziną?
[B] Tym razem byłam z uczennicą, pojechałyśmy sobie pod namiot, we dwie, blisko szkoły, na plażę. Bo dlaczego nie?
[A] Dlaczego nie? Tak zaczęłam sobie wyobrażać moją szkołę podstawową czy gimnazjum, liceum, że jadę sobie z nauczycielką pod namiot. Bo tak.
[B] Ja pracuję w szkole Montessori. Pedagogika Montessori trochę pozwala na luźniejsze spojrzenie na nauczanie. Pracuję jako pedagog specjalny – z uczniami, którzy muszą nauczyć się nie tylko podstawowych przedmiotów, jak matematyka i norweski, ale też życia. Montessori w ogóle zakłada naukę życia, przygotowanie do życia.
[A] Bardzo ciekawe. Fajnie taką edukację i takich nauczycieli spotkać na swojej drodze. Nie tylko zakuwanie i siedzenie w ławce przez 45 minut z 5-minutowymi przerwami na cokolwiek, tylko właśnie nauka życia. Nie słyszałam nigdy o tej szkole.
[B] To jest bardzo fajne podejście. Wyjściowo bardzo fajna pedagogika, w której dzieci uczą się same, nauczyciele nie przekazują im wiedzy jako takiej, jak my to znamy z Polski na przykład: nauczyciel stoi i przekazuje, czym są ułamki. Dzieci dostają zadanie i mają same wygrzebać informacje na dany temat.
[A] Super. To jest popularne w Norwegii czy to mała sieć szkół?
[B] To jest popularne na całym świecie. Nasza szkoła jest mała, Montessori mogą być małe. Mogą być też duże. To jest szkoła prywatna, zarządzana przez rodziców. Rodzice postanowili, że – kiedy gmina postanowiła zamknąć szkołę państwową – mimo wszystko utworzą szkołę Montessori ze względu na to, że do najbliższej szkoły jest daleko. My na naszej wyspie mamy dwie szkoły Montessori.
[A] Zaczęłaś już mówić o norweskim, o szkole, że daleko, że wyspa… Zanim zaczniemy – ta rozmowa będzie o wycieczkach, spacerach, pięknych widokach, miejscach, spaniu w namiocie i byciu aktywnym – to, proszę, przedstaw siebie i swoje pyzy. To jest bardzo ważne i będziemy do tego nawiązywać.

[B] Ja jestem Basia i prowadzę bloga, Instagram i fan page pod nazwą Pyzy w Norwegii. Jesteśmy rodziną, która mieszka w Norwegii prawie 15 lat, z czego 12 w Trondheim w środkowej Norwegii, i od 3 lat na Lofotach, na wyspach. Dzieci urodziły się w Norwegii i jest ich 3. 3 synów, 3 budrysów. Mąż – też Polak – pracuje w firmie budowlanej jako… I tu się właśnie pojawia język… Szef projektów.
[A] Taki manager, można też powiedzieć.
[B] No, jakby manager, szef projektów. Dzieci mają obecnie 11, 8 i 5 lat. Do tego mamy jeszcze 2 psy i koty.
[A] Czyli całkiem spora rodzina. A dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: gdzie znajdują się Lofoty?
[B] To archipelag wysp północnej części Norwegii. Jak popatrzycie na mapę, to wystaje taki mały cypelek na północy, za kołem podbiegunowym. Tam, gdzie Norwegia się mocno zwęża. To są te wyspy – cztery główne i kilka mniejszych, my mieszkamy na trzeciej wyspie. To zależy, od której strony się liczy początek Lofotów… No, dobra: na drugiej wyspie.
[A] Pośrodku mniej więcej.
[B] Pośrodku. Mieszkamy w Leknes i to jest środek.
[A] Jak pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia – chyba na Facebooku – Pyzy w Norwegii… Jakie Pyzy? Zobaczyłam Wasze zdjęcie, byliście w namiocie, rodzinka w śpiworach, nic nie byłoby dziwnego w tym, ale był środek zimy, noc polarna. Dwójka dorosłych, trójka dzieci, maluszek śpi, tutaj pies… Co mają robić zimą w nocy!? Więc biwakują.
Mega mi się to spodobało – że pokazujesz, jak aktywnie spędzacie czas, jak aktywnie żyjecie. Zarażacie tym – ktoś spojrzy na Wasze zdjęcie, mieszka gdziekolwiek indziej na świecie w ciepłym miejscu i nie wpadnie mu do głowy, żeby jechać zimą pod namiot. Ale to jest forma pokazywania, że można i że w prawie każdych warunkach da radę. Dlatego bardzo chciałam z Tobą porozmawiać. Czy zawsze byliście tacy aktywni, outdoorowi, aktywni, w górach, na szlakach? Czy to się zmieniło po przyjeździe do Norwegii albo jak się pojawiły dzieci? Jak to było?
[B] Za każdym razem kiedy widzę filmy albo memy „Korzystaj z życia, dopóki nie masz dzieci, bo później to się wszystko skończy”…
[A] Tak, znam to bardzo dobrze.
[B] Tak… U nas jest zupełnie odwrotnie. Wcale nie byliśmy aktywni, wcale nie byliśmy outdoorowi, wcale nie łaziliśmy po górach. Byliśmy emigrantami z Polski, którzy się przeprowadzili do pięknego kraju. Trondheim jest piękne, ale to miasto – tam jest kilka gór dookoła, ale zawsze nam brakowało akcji na horyzoncie. Tam po prostu za mało się działo.
No i urodził się pierwszy syn i pojechaliśmy z nim pod namiot, kiedy miał 3 lata. A to dlatego, że chcieliśmy pojechać na plażę, która była oddalona kawałek i wynajęcie domku nie było możliwe, bo ich nie było. A gdzieś trzeba było przenocować, bo był za duży kawałek, żeby wrócić. Kupiliśmy 3-osobowy namiot, tani, zwykły, tutaj w Norwegii. Po tej nocy otworzyły nam się możliwości.
Rok później, kiedy urodził się już drugi syn, postanowiliśmy pojechać na Lofoty z Trondheim, jako turyści. Wiedzieliśmy, że pogoda może być różna, więc jako plan B mieliśmy wynajęcie domku, byliśmy przed sezonem, 1 czerwca. I śnieg spadł.
[A] Czyli całkiem normalnie.
[B] Całkiem normalnie. Ale namiot dawał nam bardzo dużą swobodę. Jak jechaliśmy w drodze – 800 km, po drodze musieliśmy się zatrzymać, no bo małe dzieci potrzebują odpoczynku – zatrzymaliśmy się gdzie popadnie. W namiocie. Namiot daje nam ogromną swobodę. I od tego się zaczęło: żeby pojechać najpierw na plażę z dziećmi, potem na Lofoty. Jak już się pojawił drugi syn, to stwierdziliśmy, że jednak jest za mało miejsca w 3-osobowym, kupiliśmy w Polsce namiot 4-osobowy. Wiadomo, jak to w Polsce: 4-osobowe namioty są duże. Jeszcze wtedy nic nie wiedzieliśmy o namiotach. Kupiliśmy duży namiot, który na wietrze nie wytrzymał… Potem kupiliśmy mniejszy i tak poszło.
[A] Teraz jesteś już ekspertką, jeśli chodzi o namioty i różne warunki, różne ich typy, jak są wygodne i ilu mieszczą ludzi. Trochę ich przetestowaliście.
Lofoty mają swoje wymagania, nie postawisz najtańszego namiotu, żeby przetrwał Ci wszystko. Sama byłam na Lofotach pod namiotem. Pierwszą noc, którą spędziliśmy na Lofotach, była na plaży. Pamiętam, że przejeżdżało się tunelem do tej plaży. To chyba plaża dla surferów.
[B] Unstad.
[A] Unstad, tak. I tak nas wtedy zwiało, że cały namiot nam powyginało. I to był pierwszy szok, bo przez cały dzień była ładna pogoda, a wieczorem się zebrał okropny wiatr, a wieczorem było już całkiem spoko. Więc to jest ważne, jaki ma się sprzęt. To nie tylko marka, żeby się pokazać, tylko marka i jakość, żeby przetrwać w namiocie.
[B] Jeżeli ktoś już planuje wyjazd na kilka dni pod namiot, to ten namiot musi spełniać kilka warunków. To nie może być namiot, który się zepsuje. I co – i musisz kupić nowy. Albo wynajmować domek.
Lofoty pod namiotem z dziećmi
[A] A jak Wasze dzieciaki reagują na Wasze wyjazdy namiotowe? Mam przekonanie, że dzieciaki to lubią takie rzeczy. Dużo się dzieje. Czy musisz je jakoś specjalnie wyciągać i namawiać do tego, ciągnąć za rękę i nogę, chodźcie pod namiot, bo mama lubi, to Wy też będziecie?
[B] Już nie muszę wyciągać. Ale dzieci w dzisiejszych czasach lubią grać, siedzieć przed komputerem. Moglibyśmy rzucić te namioty i to całe wychodzenie, bo to jest jednak zabawa w pakowanie. Powiedziałam, że pierwszy syn spał w namiocie, kiedy miał 3 lata – a już trzeci spał w namiocie, kiedy miał 3 miesiące. Oni w tych namiotach lubią być. Bardzo lubią z nami spać, wszyscy razem na kupie, w łóżkach w domu nie mamy tej możliwości. Namiot daje im poczucie bliskości, przytulenia. Dajemy im dwa wybory na weekend: czy chcecie cały dzień siedzieć i grać, czy chcecie tu i tu jechać pod namiot. I oni zawsze wybierają namiot.
[A] Wow, to świetnie.
[B] Chociaż to nie jest tak, że oni wychodzą bez krzyku. Najgorszy jest moment dojścia do samochodu, a jak już wejdą do samochodu, to jest super.
[A] Domyślam się, że jesteś mózgiem planującym wszystkie wyprawy, organizatorem tego. Wiem, jak to jest pakować się na wycieczkę dla jednej osoby dorosłej, a dla całej rodziny i dwóch psów, to tych rzeczy się trochę zbiera. Trzeba być przygotowanym na każdą pogodę i przygodę, która się może stać. Coś się może zepsuć albo okaże się, że czegoś się nie ma albo coś się ma za dużo. Jak to jest organizować takie wyprawy? Czy jesteś już tak wprawiona, że idzie Ci to automatycznie?
[B] Idzie automatycznie, ale bardzo często nam brakuje – albo bardzo często mamy za dużo. Każda wycieczka uczy, pokazuje, na co warto zwrócić uwagę. Za każdym razem bierzemy za dużo rzeczy. Z dziećmi, ponieważ byli mali jeszcze, nie chodziliśmy nigdzie daleko w góry z namiotami, bo dla nas dwójki unieść 5 śpiworów plus namiot, to było zbyt wymagające. Przeważnie rozbijamy się niedaleko samochodu. A że Lofoty dają taką możliwość, to nie mamy najmniejszego problemu z tym, żeby postawić samochód i całkiem blisko się rozbić. Przeważnie mamy za dużo rzeczy.
[A] To taki standard chyba. Ale jak się jest blisko samochodu, to lepiej jest mieć ich za dużo.
[B] Tak, jeszcze mamy duży samochód, więc wszystko wejdzie. Ale czasami nam brakowało krótkich spodenek – a nagle zrobiło się gorąco. Więc nie ma problemu, chodzą w majtkach. Jak jest za zimno – siedzą w śpiworze, jak jest za mało ubrań.
[A] Powiedziałyśmy już trochę o Lofotach. Macie jakieś swoje ulubione aktywności? Widzę na Instagramie, że lubicie dużo rzeczy, to jest uwarunkowane tym, jaka jest pora roku i pogoda. Nie pofolgujesz sobie zimą różnymi aktywnościami, tak samo latem – wtedy najczęściej spacer, rower, kajak. Jaka jest Wasza ulubiona aktywność albo tylko Twoja – możesz to jakoś podzielić?

[B] Robert uwielbia góry i szczyty i on ciągnie na górę. A ja uwielbiam wodę. Chłopcy też uwielbiają wodę. W tej lodowatej arktycznej wodzie nie można za długo siedzieć i się bawić, więc wypożyczamy pianki. Wypożyczam piankę dla siebie i dla dwóch chłopaków, bo takich małych dla Jeremiasza jeszcze nie ma w wypożyczalni.
[A] Trzeba też wspomnieć, że te piękne widoki jak się patrzy na krystaliczną wodę i góry, to ta woda ma myślę, że maksymalnie w porywach do 10-12 stopni, na pewno nie więcej.
[B] Jak jest ciepłe lato, może mieć 16. Ale musi być gorące lato. Jeszcze 3 tygodnie temu miała 2 stopnie. Chłopaki już ciągną do wody, ale jeszcze nie…
[A] A co robicie w tej wodzie, jak już wciągnie Was tam? Pamiętam jedną swoją wyprawę: wypożyczyliśmy kajaki na Lofotach i trafił nam się idealny dzień na kajaki. Wcześniej był wiatr, deszcz, średniawa pogoda. Ale na te kajaki się trafiła taka cudowna pogoda, że do tej pory pamiętam to tak, jakbym siedziała w jakiejś bajce albo w filmie. Widzisz te kamery jak z hollywodzkiego filmu, jakby Cię filmowały. Chyba słychać, że kocham wodę. A co Wy robicie, jak jesteście już na plaży i chcecie się pluskać?
[B] Bierzemy ze sobą przeważnie sup. Chłopaki uwielbiają na tym pływać. Poza tym lubią skakać z kamieni do wody. Po prostu – pływamy, jesteśmy, bawimy się, chlapiemy. Nurkujemy! Nic specjalnego. Bo to nie o specjalne aktywności chodzi. Ja też nie mam wyjątkowej, specjalnej aktywności, tak jak Robert lubi góry. Ja mogę wejść na szczyt, ale to nie jest tak, że muszę biegać po tych szczytach i zdobywać kolejne. To nie jest moim celem – wolę wodę. A w kajaku siedziałam tylko w Polsce nad rzeką.

[A] Bardzo polecam, dla mnie to było niezapomniane przeżycie. Powiedziałaś fajną rzecz: nie szukasz superatrakcji, najzwyklejsze wejście do wody to już wielka atrakcja. To nie tak, jak wchodzisz do wody w Polsce – nic specjalnego. Ale jak wchodzisz do arktycznej wody to jest specjalne przeżycie i samo to wystarczy. Nawet zdjęcie butów i przejście taką plażą na bosaka. Poczucie, jak ta woda…
[B] Jak bolą nogi!
[A] Jak bolą nogi, jak to się odczuwa.
Natura to najlepszy plac zabaw dla dzieci
[B] My nigdy nie szukaliśmy kempingów ani miejsc z mega wypasionymi placami zabaw. Jak czytam czasem opinie albo pytania, gdzie polecacie kemping, pod namiot z dziećmi, gdzie będzie świetny plac zabaw… Najlepszy plac zabaw to jest właśnie na plaży albo w lesie. I nasze dzieci dużo lepiej się czują poza budynkami niż w budynkach. Jak wpadną na salę gimnastyczną, ok – piłka, może coś porzucamy do kosza. Ale jak są na plaży, my się nie musimy nimi zajmować. Oni sami wiedzą, co można robić, to jest najlepszy plac zabaw. Więc nie trzeba wcale wypasionych miejsc, cudownych, kolorowych placów zabaw, wystarczy mały. Dzieciom nie potrzeba dużo. Nam też nie potrzeba dużo.
[A] My w sumie nie jesteśmy jakoś mega w odróżnieniu od tych dzieci. Wystarczy znaleźć czasem kilka patyków, kamieni, przyjrzeć się temu, co jest na dnie, rozejrzeć się wokół siebie, nie mieć tych wszystkich rozpraszaczy i super nie wiadomo czego.
Zapisałam sobie przed rozmową sobą jedną rzecz: ostatnio widziałam na jakiejś grupie wpis. Czy to mógł być wpis na serio, czy ktoś go napisał prowokująco lub sarkastycznie. Ktoś się przeprowadził czy przyjechał na Lofoty, ale tam nic nie ma. Są tylko hotele, dużo turystów, nic nie ma. Czym się ludzie tak jarają? Hotele, turyści i na dodatek bardzo drogo. Zastanawiam się: naprawdę?
[B] Wiem, o czym mówisz. Czytałam ten post!
[A] Zostawiając więc ten post – co jest w takim razie na Lofotach? Jaka osoba, jadąc tam na urlop czy przeprowadzając się, odnajdzie się tam tak jak Wy?
[B] Lofoty tak jak każde inne miejsce, jeżeli tylko chcesz, to znajdziesz coś fajnego. Możesz mieszkać nawet na płaskim terenie, jeżeli tylko chcesz, znajdziesz coś fajnego tam też. Wystarczy mieć fajne i pozytywne podejście. Ja powiem tylko jedną rzeczy, która się wydarzyła wczoraj. Byłyśmy na plaży Itaklev, mamy dzień polarny teraz. Słońce nie zachodzi za horyzont, świeci cały czas. Moja uczennica położyła się spać o wpół do dwunastej, ja jeszcze siedziałam na plaży. Jak my przyjechałyśmy, były 3 samochody i kilka kamperów. Jak szłam o 1 w nocy do łazienki, był cały parking zastawiony samochodami. Ludzie przyjechali patrzeć na słońce.
Posłuchaj również odcinka o zorzy polarnej: Polowanie na zorzę polarną #024
[A] Nagrywamy w czerwcu – bo nie wiadomo, kiedy słuchacz słucha. Wtedy mówimy o dniu polarnym.
[B] Tak, 27 maja. Więc tak naprawdę nie trzeba wiele. Trzeba chcieć. Wielu ludzi przyjechało tylko po to, żeby sobie posiedzieć, popatrzeć na słońce. Nie musi być nic wyjątkowego, słońce nie jest niczym wyjątkowym.
[A] Wszędzie świeci, nie?
[B] Żeby zamieszkać na Lofotach, trzeba na pewno być cierpliwym i wyrozumiałym dla pogody. Jest tak, no to jest. Są sztormy przez cały miesiąc, no to są. Trudno. Nie zawrócisz kijem Wisły.
[A] Trzeba po prostu przeczytać i stwierdzić: OK, mamy jesień, późną jesień, będą sztormy albo zima – OK, będzie śnieg. Może nawet w czerwcu, w maju.
Druga część rozmowy już wkrótce!
Miejsca Basi w sieci
Instagram: Pyzy w Norwegii
Fan page: Pyzy w Norwegii
Blog: Pyzy w Norwegii
