Przeskocz do treści
Logo podcastu ŁosiologiaŁosiologia
  • Podcast
  • BlogRozwiń
    • Wysokie Wybrzeże w Szwecji
    • Podcasting
  • O mnie
  • Oferta
  • Współpraca
  • Kontakt
Logo podcastu Łosiologia

Zorza polarna. Chcesz na nią zapolować?

Kat&Rob Łowcy Zórz


Czym jest zorza polarna, gdzie powstaje i od czego zależą jej kolory? Jak ludzkie oko rejestruje kolory po zmroku i dlaczego zdjęcia nie zawsze odzwierciedlają to co widzimy na żywo ?

W tym odcinku jest wszystko, co potrzebne jest do zrozumienia zjawiska zorzy polarnej. Dowiesz się jak zwiększyć swoje szanse na zobaczenie zorzy na własne oczy oraz dlaczego na „polowanie” warto wybrać się z przewodnikiem.

Moi goście odpowiadają również na takie pytania jak: Jakich aplikacji (nie) używać ? Co to jest indeks KP i jak mądrze z niego korzystać ? Jakie miesiące są najlepsze do obserwacji nieba w poszukiwaniu zielonego spektaklu?

Zorza polarna na tle starego domku w Norwegii.
Zdjęcie zorzy od Kasi i Roberta

Pełna transkrypcja rozmowy

[Alicja] Cześć!

[Robert] Cześć.

[Kasia] Cześć.

[A] Kasia, Robert, witam was serdecznie w odcinku podcastu Łosiologia. Rozmowę o zorzy zaczniemy od pytania, które będzie takim pytaniem stałym w podcaście, a mianowicie: Gdzie ostatnio spacerowaliście?

[K] Mój ostatni spacer to był spacer do skrzynki pocztowej, żeby nakleić naklejkę: „Dziękuję za reklamy”. Ale sceneria była przepiękna, bo mamy właśnie w Norwegii krótki okres złotej jesieni, więc to był spacer nad fiordem, grzało słoneczko, było cieplutko, wszędzie było złoto, czerwono, kolorowo. Więc niby taka zwykła rzecz, a wyjątkowa.

[A] Świetnie. A Ty, Robert?

[R] No u mnie podobnie, też spacer po lesie, gdzieś tam jeszcze poszukiwanie grzybów, chociaż z małym skutkiem. Trochę się rozczarowałem. Ale zawsze fajnie wyjść na świeże powietrze, pooddychać… No, czuć już tę jesień w sumie w powietrzu.

[A] U nas tak samo czuć, szczególnie poranki i wieczory są tak chłodne, że to już się nie da ukryć… Jest już jesień na całego. 

Jakieś trzy tygodnie temu, o ile się nie mylę – przynajmniej u mnie mniej więcej tak było – zaczął się sezon na zorzę polarną. Stąd też moje zaproszenie. No i skoro mamy o czymś opowiadać albo jakiś temat chcę poruszyć w tym podcaście, to chciałabym, żeby były to osoby, które się znają na temacie, które się nim pasjonują, które z tego też żyją. Więc, proszę, powiedzcie, co was łączy z zorzą polarną i czym zajmujecie się na co dzień.

Zorza polarna – łowcy zórz

[K] Jesteśmy łowcami zórz, tym się zajmujemy na co dzień, to jest nasza praca. Praktycznie od końca sierpnia, początku września aż do końca marca, czyli wtedy, kiedy ten sezon na zorzę trwa, praktycznie każdej nocy jesteśmy na zewnątrz i szukamy tego niesamowitego zjawiska, które ściąga setki – jak nie tysiące – ludzi praktycznie z całego świata na Północ.

[A] Jak się zaczęła wasza przygoda z zorzą? To nie jest coś takiego, że budzisz się i nagle myślisz: „Hm, popoluję sobie na zorzę i będę z tego żyć”. Jak to się rozkręciło w waszym przypadku?

[R] Pierwszy raz jak widzieliśmy zorzę polarną, to wybraliśmy się odwiedzić naszego znajomego, który akurat w Finlandii był na Erasmusie. Stamtąd wzięliśmy samochód i pojechaliśmy do wioski św. Mikołaja niedaleko Rovaniemi. I w sumie nasza wiedza na temat zorzy była praktycznie zerowa.

Dlatego też rozumiemy ludzi, którzy teraz przylatują do Tromsø i czasami szukają po omacku. Nam też się wydawało, że już wystarczy być w tym Rovaniemi i to niebo będzie zielone. Gdzieś tam po prostu nocowaliśmy na Airbnb, no i dziewczyna powiedziała: „No nie, u nas jest tak kiepska pogoda w Rovaniemi, to trzeba jeszcze pojechać ze sto czy sto pięćdziesiąt kilometrów jeszcze wyżej. I tam powinny być dobre warunki, powinniście coś zobaczyć”. No to nic, wsiedliśmy po omacku w samochód, jechaliśmy, jechaliśmy…

Znaleźliśmy się na skraju takiego zamarzniętego jeziora. Patrzymy w to niebo, czekamy… Mijają godziny, w sumie zimno było strasznie, jak to pośrodku Finlandii. Myślę, że tam było spokojnie minus dwadzieścia. Siedzieliśmy w samochodzie przy zapalonym silniku, niezbyt ekologicznie, kompletnie nieprzygotowani. I już tak chcieliśmy się poddać, bo wiedzieliśmy, że musimy jechać jeszcze te dwie godziny z powrotem właśnie do Rovaniemi.

No i wtedy coś na tym niebie zaczęło się dziać. I przez chwilę był ten taniec na północnym horyzoncie, byliśmy niesamowicie oczarowani tym zjawiskiem. No i tak wróciliśmy do domu… Zaczęliśmy szukać informacji i usłyszeliśmy, że Tromsø jest takim świetnym miejscem w Norwegii – no to postanowiliśmy, że następnym razem pojedziemy sobie właśnie w okolicę Tromsø. Potem dowiedzieliśmy się, że można przecież pracować jako przewodnicy w Tromsø i dostaliśmy ofertę pracy. Długo się nie zastanawialiśmy. Spakowaliśmy rzeczy i polecieliśmy na Północ, traktując to przede wszystkim na początku jako dobrą przygodę. A ta przygoda w sumie trwa aż do dzisiaj i zakochaliśmy się w północnej Norwegii. I przede wszystkim w samej zorzy polarnej. 

[A] Polowanie na zorzę – tu trzeba być na świeżym powietrzu ciągle. Tak jak mówiłeś, może być minus dwadzieścia, może być minus pięć. Może wiać wiatr, można też długimi godzinami czekać na zorzę i jej wypatrywać. Lubiliście takie przebywanie na świeżym powietrzu czy nauczyliście się tego dopiero po przeprowadzce?

[K] Ja myślę, że oboje jesteśmy takimi ludźmi, którzy lubią przede wszystkim przygody i lubią, jak coś się dzieje. I absolutnie nie jesteśmy domatorami, więc bycie na zewnątrz to nie było dla nas coś obcego. Też przyjeżdżając tutaj, mieliśmy z tyłu głowy, że wygląda to tak, a nie inaczej. Więc podejrzewam, gdybyśmy mieli podejście kompletnie inne do życia, to ostatecznie byśmy się nie zdecydowali albo zdecydowalibyśmy się i po miesiącu wrócilibyśmy do Polski. To przebywanie na zewnątrz i bycie aktywnym to nie były dla nas obce rzeczy.

Widok na zorzę polarną i góry. Zródło zdjęcia: Canva..
Widok na zorzę polarną i góry. Zródło: Canva.

[A] Jak w takim razie wygląda dzień pracy, który cały jest wyjściem na zewnątrz? Czy macie dużo przygotowań przed? Wasz dzień pracy nie jest taki standardowy przecież.

[R] No nie jest standardowy, bo nie wstajemy o siódmej rano czy o ósmej. Może nam się nie zdarzyło aż tak późno kłaść, ale zdarzyło się iść spać o piątej rano. Po całej nocy bardzo długiej wstawaliśmy gdzieś około południa czy nawet trochę później, żeby być wypoczętym na kolejny dzień. W zależności też, jaka jest częstotliwość tych polowań.

Przed pandemią tego było zdecydowanie więcej i pracowaliśmy bardzo dużo. Wpadaliśmy w taki rytm: spaliśmy tak dwunastej, czasami do czternastej. Wstawaliśmy, już tak odruchowo pierwsze nasze odpalenie telefonu – nie informacje czy wiadomości, tylko najnowsza prognoza pogody, żeby mieć już jakiekolwiek pojęcie o tym, co się wydarzy, czy może będzie jakiś trudny wieczór, czy może nadciąga jakaś śnieżyca i czy trzeba myśleć o przesunięciu wycieczki na kolejny dzień. Bo takie rzeczy niestety też się zdarzają, jak są bardzo złe warunki pogodowe.

Więc tym żyjemy od rana, potem mamy jakieś prywatne rzeczy do zrobienia, ale w międzyczasie siadamy do komputera, obrabiamy zdjęcia, przygotowujemy je dla ludzi, wybieramy te najfajniejsze dla nich, te najładniejsze portrety, które wyszły. Wszystko pakujemy, wysyłamy maile. No i potem zaczynamy myśleć już o kolejnym wieczorze. Czyli na przykład jest to też przygotowanie posiłków. Większość pracy tak naprawdę to wykonujemy w domu, trzeba się do tego dobrze przygotować, mieć w głowie plan na wieczór, wiedzieć, dokąd jechać – a czasem wcale nie jest tak łatwo, żeby wymyślić idealne miejsce na ten wieczór.

Pakujemy się, przygotowujemy kombinezony. Wiadomo, że każdego dnia są inne osoby, więc za każdym razem trzeba dobrać odpowiednie rozmiary. Lejemy wrzątek do termosów, żeby było na gorącą czekoladę czy herbatę. I wyruszamy po ludzi. A samo polowanie to też w zależności od tego, jak daleko trzeba jechać: czasem trwa sześć godzin, czasem trwa osiem, dziesięć, jeśli trzeba jechać gdzieś dwie i pół godziny w jedną stronę. 

[A] Żeby mówić o tym, jak i gdzie dokładnie zobaczyć tę zorzę polarną, i żeby zwiększyć szansę, żeby to w ogóle było możliwe, to może zacznijmy od początku. Co to jest ta zorza? Jak ona powstaje? Gdzie powstaje? Jak to się dzieje, że widzimy te wszystkie niesamowite spektakle kolorowe na niebie?

[K] Zorza polarna jest zjawiskiem świetlnym, które występuje w naszej atmosferze. Jest to wynik reakcji wiatru słonecznego (czyli energii, która jest wysyłana z powierzchni Słońca) z gazami, które znajdują się w naszej atmosferze. Jeżeli jesteśmy na tyle szczęściarzami danego wieczoru, że ten wiatr słoneczny zostanie wypchnięty w stronę Ziemi i będzie na tyle gorący, gęsty i szybki, żeby przebić się przez nasze pole magnetyczne, to wtedy jesteśmy w stanie doświadczyć właśnie takiego zjawiska.

Kolory zorzy zależą od wcześniej wspomnianych gazów, które mamy w atmosferze. Na tych wysokościach, czyli powiedzmy pomiędzy dwusetnym a trzysetnym kilometrem powyżej powierzchni Ziemi, w tej części atmosfery znajduje się najwięcej tlenu, dlatego też najczęstszym kolorem (właściwie można spokojnie powiedzieć, że 99% zórz posiada ten kolor) jest zielony. 

Jeżeli w takiej reakcji pojawi się nie tlen, a azot, to wtedy tę zorzę zobaczymy jako różową. Jeżeli będzie mniej więcej tyle samo azotu co tlenu, to wtedy zobaczymy tę zorzę żółtą. A jeżeli pojawi się w tej reakcji wodór, wtedy zorza na niebie pojawi się niebieska.

I tutaj też warto wspomnieć, że te kolory, które znamy ze zdjęć, z internetu, z mediów społecznościowych, troszkę się różnią od tego, co widzimy na żywo. I to niekoniecznie jest kwestia obróbki zdjęć, użycia Photoshopa czy Lightrooma, ale to jest kwestia budowy naszego oka. I tak nie wchodząc już w anatomię za bardzo, tak ogólnie mówiąc, jesteśmy stworzeni do tego, by oglądać w dzień, żyć w dzień. Jesteśmy stworzeni do aktywności dziennej, w nocy śpimy. Dlatego też w czasie nocy, kiedy tego światła jest niewystarczająco, ciężko nam dojrzeć kolory.

W pierwszym takim momencie, kiedy pojawia się zorza, czyli pojawia się to światło, nasze oczy odbierają to właśnie jako jakąś jasną plamę, jakiś rodzaj światła. Dopiero kiedy te nasze oczy się zaadaptują do tej ciemności, co zazwyczaj trwa piętnaście, dwadzieścia minut, jesteśmy w stanie widzieć te kolory wyraźnie. Natomiast nigdy nie zobaczymy, jak to my nazywamy, takiego toksycznego zielonego albo szalonego różowego, bo po prostu nasze oko, nasz mózg nie jest w stanie tego przekonwertować. Kiedy robimy zdjęcie, to zazwyczaj używamy dłuższego czasu naświetlania, w zależności od zorzy i warunków tam są dwie, trzy, dziesięć, piętnaście sekund. W tym czasie światło kumulowane jest w soczewce, w związku z czym te zdjęcia są jaśniejsze. Dlatego też te kolory są dla nas wyraźniejsze. Więc jest różnica między tym,  co widzimy na żywo i co widzimy na zdjęciach. Natomiast to nie jest tak, że nie widzimy kompletnie nic, że tylko i wyłącznie da się zorzę dojrzeć na telefonie czy na zdjęciu na aparacie.

[A] Przypomniała mi się taka sytuacja, w której byłam raz z koleżanką wypatrywać. Bo ja nie mieszkam aż tak daleko jak Tromsø, ale też tutaj bardzo często mamy zorze polarne. O ile oczywiście nie ma chmur itd. I pamiętam, jak ta koleżanka mówiła: „Zrób zdjęcie z długim czasem naświetlenia, bo mi się wydaje, że tam już coś jest”. I rzeczywiście, gołym okiem nic nie widziałyśmy, a na zdjęciu było już widać coraz więcej, coraz więcej… Z czasem ona zrobiła się jaśniejsza. No ale też, tak jak wspominaliście, ona tańczy na niebie. I tego ruchu, tych kolorów nie da się chyba tak ująć na zdjęciu jak w rzeczywistości, prawda?

[K] Nie, zorza polarna to jest takie zjawisko, którego po prostu nie da się opisać. I można o tym opowiadać godzinami, ale tak naprawdę trzeba być na miejscu i trzeba to zobaczyć na własne oczy. Zobaczyć, że to żyje. To nie jest rzecz, którą widzimy na niebie, nie jest to gwiazda, jakiś jeden punkt, na który się patrzy. To jest rzecz, która żyje. 

[R] Ktoś nam kiedyś powiedział, że „W takim razie po co jechać, skoro zdjęcia czy pocztówki są bardziej wyraźne niż to, co można zauważyć na niebie?”. Ale zdjęcia czy pocztówki w żaden sposób się nie poruszają, nie żyjemy w świecie Harry’ego Pottera, gdzie zdjęcia się poruszają. To jest kompletnie inne doświadczenie dla kogoś, kto patrzy i podziwia to własnymi oczami, a kompletnie inne, jeśli ktoś nastawia się na robienie zdjęć. My często też mówimy na naszych wyjazdach, że naprawdę, w takim momencie kulminacyjnym odłóżcie sobie te telefony na bok. Mamy czasem taką manierę patrzenia na świat przez ekran telefonu i nagrywania wszystkiego. Tracimy tę chwilę, ten moment najpiękniejszy w ciągu wieczoru. A my jesteśmy od tego, żeby zdjęcia tym momentom zrobić. My już tyle razy widzieliśmy tę zorzę… Oczywiście też się zachwycamy, ale pamiętamy, że to jest nasza praca, że powinniśmy też te zdjęcia dla ludzi przygotować, kiedy oni się zachwycają czy nawet krzyczą, bo przeróżne są reakcje w takich momentach.

[A] Tak często jest: czy jak jesteśmy na jakimś koncercie, czy widzimy zorzę czy cokolwiek innego, jesteśmy z tym telefonem tacy mega skupieni, żeby uwiecznić ten moment… A tak naprawdę nie zauważamy tego, bo patrzymy przez ten telefon, zamiast patrzeć własnymi oczami na to, co się dzieje. 

Widok na zorzę polarną i góry. Zródło: Canva..
Widok na zorzę polarną i góry. Zródło: Canva.

Zorza to jest zjawisko, które jest w naturze. Do którego może każdy wyjść, zobaczyć, nie trzeba za nie wcale płacić, bo jest za darmo na niebie. Dlaczego ludzie się decydują na takie wycieczki z przewodnikami? Co jest taką wartością dodaną? Dlaczego warto wybrać się na taką wycieczkę z przewodnikiem?

[K] Masz rację, że zorza jest czymś, co jest na niebie i można zobaczyć ją, za nic nie płacąc. Natomiast to nie jest tak łatwe, jak się wydaje. Nasza historia – tego jak my zobaczyliśmy zorzę po raz pierwszy – jest najlepszym przykładem tego, że w szczególności mając mało czasu, mając jedną, dwie noce, nie warto ryzykować i warto polegać na czyimś doświadczeniu. Przyjeżdżając do nowego miejsca, nigdy nie znamy topografii terenu. Często zapomina się o tym, że ważniejsze niż znalezienie się pod tym pasem zorzy (czyli w miejscu, gdzie zorze polarne występują), to jest znalezienie się w miejscu, gdzie mamy czyste niebo, gdzie mamy dobre warunki.

Mieszkając tutaj, jest nam łatwiej odczytywać pogodę. Już wiemy, jakie składniki się zbierają, co nadchodzi, czy wieje wiatr z północy – to oznacza, że będzie tutaj zła pogoda. Tak naprawdę, wynajmując przewodnika, zwiększamy swoje szanse na zobaczenie zorzy polarnej. Przewodnik wie, gdzie jechać, w jakie lokalizacje, zna aktualne warunki drogowe, to jest też rzecz, która – no zimą – jest zaskakująca. Bo różnie się zdarza, czasem zejdą lawiny, czasem jest śnieżyca, droga jest zamknięta itd. Więc my jesteśmy może nie gwarantem zobaczenia, bo tego nigdy zagwarantować nie można, ale dzięki swojemu doświadczeniu zwiększamy szansę na zobaczenie tej zorzy polarnej. 

[A] Sama jazda samochodem w warunkach zimowych w Norwegii to jest jednak dla osoby, która nie jest doświadczona, boi się…

[K] Może stanowić wyzwanie.

[A] Wyzwanie i zagrożenie. To nie jest takie hop-siup, że rzucisz się zaraz w minus dwadzieścia albo w śnieżycę jakąś. Albo w lód i łańcuchy i będziesz jechał: „Tak, jadę zobaczyć zorzę sto kilometrów dalej!”. To jest na pewno wyzwanie.

[K] Kiedy pierwszy raz poluje się na zorzę, zazwyczaj nie wie się, jak ta zorza wygląda, jak to się w ogóle zaczyna. Często ludzie przyjeżdżają i myślą, że ona wybucha albo jest na niebie cały czas i sobie tańczy. Zachodzi słońce i schodzi zorza. Natomiast też często jest tak, że można tę zorzę pomylić albo jej nie zauważyć, albo po prostu zignorować to, że coś się zaczyna dziać i stracić coś bardzo ważnego.

Będąc na takiej wycieczce, trzeba wiedzieć, że to nie jest tylko, brzydko mówiąc, jechanie w jakieś tam miejsce i oglądanie zorzy, tylko to jest cała przygoda. Więc jedziemy, szukamy, zawsze jesteśmy w stanie powiedzieć o czymś więcej, wytłumaczyć, na czym polega to zjawisko. Przygotowujemy całą tę przygodę, więc mamy ognisko, mamy pianki, legendy czy historie o zorzy polarnej. Oprócz tej zorzy jest jeszcze taka cała otoczka, która sprawia, że jest to niesamowita przygoda i niezapomniane przeżycie. 

[R] To jest właśnie to, co ja chciałem dodać. Bo być może można ten zawód przewodnika sprowadzić i spłycić do roli taksówkarza, który gdzieś podrzuca w jakiś view point, z którego widać zorzę polarną. Absolutnie tak to nie wygląda. Bardziej bym się tutaj skłaniał do porównania, że jest to wycieczka fakultatywna. Będąc na all inclusive czy po prostu w hotelu i sobie wieczorem, dla własnej wygody, chcemy pojechać na taką zorzę polarną, niczym się nie martwiąc. Bo właśnie chyba to jest jednym z czynników, o którym nam ludzie mówią: wolą mieć wszystko załatwione, niczym się nie martwić. Czy wynajmem samochodu, czy zmarzną, bo wiadomo, że im damy ciepłe kombinezony. Czy będą mieli co jeść…

Zaczęliśmy ten wątek od tego, że przecież zorza polarna jest za darmo. No wiele miejsc jest takich na świecie, które są za darmo. Teraz byliśmy w Meksyku i byliśmy oglądać piramidy Majów czy Chichén Itzá. Wystarczy zapłacić za wejście i można sobie zobaczyć te piramidy. Ale tak w pewnym momencie z przewodnikiem te piramidy zaczęły żyć. Ten przewodnik potrafił ożywić wszystko, co widzieliśmy. Wytłumaczyć, na czym to wszystko polegało. Że to nie jest tylko sterta kamieni, tylko w tym miejscu było boisko. Do czego właściwie służyła ta piramida. I ta wycieczka była dużo bardziej wartościowa, niż tak po prostu wejść, zobaczyć, odhaczyć i pójść dalej. 

Polecam: Turystyka kajakowa, czyli kajakiem po 50 polskich rzekach

Podobnie może być z zorzą. Można przyjść, pstryknąć jedno zdjęcie telefonem, wrócić do hotelu i mieć poczucie takiego spełnienia. Ale wiele osób docenia nawet ten moment, kiedy jeszcze nie ma zorzy na niebie. Często jak mieliśmy osoby czy z Chin, czy z Korei, to cieszyły się one samym byciem w niesamowitym miejscu, na plaży, nad fiordem. Widzieć te tysiące gwiazd, rozpalić ognisko – to dla nich już było samo w sobie szokiem kulturowym. Nie potrafimy sobie może wyobrazić, że dla nas ognisko jest szokiem kulturowym. Ale jeśli ktoś całe życie mieszka Szanghaju, nie widzi zbyt wielu gwiazd albo nie widzi żadnych, to samo to doświadczenie, jeszcze bez zorzy polarnej, jest bardzo duże.

[A] Cała otoczka i cała przygoda… która nie wiemy przecież, jak się skończy. Jest jakiś plan, jazda samochodem, będzie ognisko, będzie ciepłe kakao, kawa, herbata… Ale nie wiemy, kiedy zorza nastąpi, jakie będą kolory, jak będzie tańczyć itd. Jak tak opowiadacie, to sama bym z chęcią pojechała na taką wycieczkę.

Przeczytaj również: Ciekawe miejscówki w Szwecji. Jak je znaleźć?

Ale wracając do tej zorzy, Kasia wspomniała o wietrze słonecznym. Dla osób, które mieszkają może gdzieś na północy Norwegii, Szwecji, Finlandii, Islandii albo się wybierają i chcą same zobaczyć, jakie są szanse na zobaczenie takiej zorzy. Stąd moje pytanie o aplikacje, programy, strony, które pomagają w tym. Prognozy zorzozowe: czy możecie jakieś polecić albo je skomentować?

Zorza polarna i aplikacje do polowania na nią

[K] Wszelkich aplikacji i programów i stron wystrzegamy się jak ognia. Bo tak jak mówiliśmy na początku, to jest zjawisko naturalne, więc tak naprawdę nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przewidzieć, jaka ta zorza będzie, o której będzie i czy w ogóle będzie.

Często używając – w szczególności takich bardzo prostych, darmowych dostępnych na telefon – aplikacji możemy tej zorzy nie zobaczyć. Jest taka jedna, której nazwy nie będziemy wspominać, to jest nasza faworyta, jeśli chodzi o tego typu rzeczy. Ona wyświetla tylko trzy komunikaty: Go, Try, Don’t try. Czyli „idź”, „spróbuj” i „nie próbuj”. Poza tymi trzema komunikatami nie wysyła kompletnie nic. Łatwo sobie wyobrazić człowieka, który siedzi w pokoju hotelowym, dostaje informację Go, wychodzi w środku miasta przed swój hotel, patrzy do góry, a tam całe niebo zanieczyszczone światłem latarni. Nie widzi nic, jest rozczarowany. Nie widział, wraca i tyle. 

Widok na zorzę polarną w lesie. Zródło: Canva.
Widok na zorzę polarną w lesie. Zródło: Canva.

Albo z drugiej strony: ktoś siedzi, pije gorącą czekoladę, pali się kominku, jest cieplutko, fajnie w chatce sobie siedzi. No ale aplikacja cały czas: Don’t try, Don’t try, małe szanse. Jeden albo dwa procent szans na zobaczenie teraz. Więc ta osoba czeka, aż ta aplikacja wyśle jakieś powiadomienie, a w tym czasie na zewnątrz zorza przepięknie tańczy. Więc kiedy polujemy na zorzę polarną, powinniśmy mieć oczy wpatrzone w niebo, a niekoniecznie w telefon. 

[R] Raczej wystrzegamy się tych najprostszych aplikacji. Ludzie planują cały swój pobyt na podstawie tej aplikacji, której algorytm jest bardzo, bardzo prosty. Ja uważam, że jak ktoś przylatuje z drugiego końca świata na trzy dni czy trzy noce, no to powinien spróbować już od pierwszej nocy. Ewentualnie jak będą kiepskie warunki pogodowe, będzie możliwość odwołania, przełożenia na kolejny dzień. Jak ktoś tu mieszka, to może próbować spoglądać na prognozy. 

Z takich bardziej skomplikowanych – czy nazwijmy to profesjonalnych aplikacji -to jeśli już chce się korzystać z jakiejś aplikacji na telefon, to powinna być to taka, która pokazuje wykres wiatru słonecznego w danej chwili. Bardzo fajnie też przedstawia to University of Alaska. Też można na podstawie plam na słońcu mniej więcej zaplanować, ale to jest z wyprzedzeniem dwudziestocztero-, siedemdziesięciodwugodzinnym maksymalnie. Czyli jak sobie kupujemy bilet i planujemy urlop zwykle trzy, cztery miesiące do przodu, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy akurat dzisiaj, 29 grudnia czy 30 grudnia będzie lepsza zorza. Czasem się zdarzają takie pytania, już w tej chwili są – które z tych dni wybrać. To jest jak wróżenie z fusów.

Dużo ważniejsza od aktywności słonecznej jest prognoza pogody, bo będąc w Tromsø, nawet te lżejsze zorze da się zauważyć. To jest ważna informacja dla kogoś, kto mieszka tak jak ty, niżej, czy jak ktoś mieszka w Oslo – to rzeczywiście wtedy powinien spojrzeć też na ten indeks Kp, i tam powinno być w okolicy cztery, pięć. Wtedy może myśleć, że ma szansę. Ale jak jest indeks Kp dwa, to wtedy raczej ludzie w Oslo czy na południu Norwegii nie mają większych szans na zobaczenie jakiejkolwiek zorzy polarnej. Ja też zacząłem ten temat indeksu Kp, bo to jest chyba najważniejsza informacja, którą ludzie żyją.

[A] Rozwiń to, bo to jest bardzo interesujące.

[R] Kp, czyli z niemieckiego planetarische Kennziffer, na polski tłumacząc: indeks planetarny. I to już powinno nam dać do zrozumienia, że to nie jest indeks siły zorzy polarnej czy prędkości tego wiatru słonecznego, tylko to oznacza, kolokwialnie mówiąc: jak szeroki będzie ten pas zorzy danego wieczoru. Ale to się może zmieniać bardzo dynamicznie.

Ten indeks jest od jeden do dziewięć I ludzie czasem poddają się, widząc jeden, będąc w Tromsø czy na Nordkappie. „Ojej, jeden, to idziemy do knajpy na piwo, zamiast wyjść na zewnątrz oglądać zorzę polarną. Ja to bym chciał zobaczyć Kp dziewięć”. No to w tej chwili odpowiadam: Kp dziewięć zdarza się raz na sto pięćdziesiąt lat mniej więcej czy nawet rzadziej. I następnym razem, jak taki będzie, to nie będzie zbyt dobre dla nas, bo podobna sytuacja była w 1859 roku i oszacowano, że straty w gospodarce wyniosły około 2 bilionów dolarów.

I podobnie będzie w tej chwili. Jeszcze bardziej jesteśmy uzależnieni od technologii, na pewno stracimy prąd na Północy, na pewno stracimy łączność GPS. A to tylko kilka skutków. Na pewno będzie piękna zorza, widoczna nawet gdzieś w Meksyku, na Jamajce, w Polsce na sto procent też. Tylko że na pewno stracimy nasze smartfony, stracimy elektryczność. Wtedy w tym 1859 nie było telefonów, ale stracili linie telegraficzne – po prostu skrzyły się. I też ta łączność została przerwana. Więc to Kp dziewięć… Bym podchodził do tego tak bardzo sceptycznie, bo to też jest trochę niebezpieczne zjawisko. I tak naprawdę dlatego NASA czy inne instytucje śledzą ten wiatr słoneczny. Nie dla nas, jako dla łowców zórz czy turystów, którzy sobie chcą zobaczyć zorzę polarną, ale właśnie dlatego, że może to mieć potencjalne złe skutki. I to nawet astronauci, będący na stacji kosmicznej, planują swoje spacery kosmiczne na podstawie tego wiatru słonecznego i jego siły, żeby przypadkiem nic im się tam nie stało.

Kończąc temat Kp, naprawdę dwójka jest więcej niż wystarczająca na północy Norwegii i w żaden sposób nie można się poddawać, bo dwa, trzy to jest kompletny standard. A jednocześnie może być tak szybki wiatr słoneczny, że ta zorza będzie wirować, będzie tańczyć, będzie miała przeróżne kolory. Bo rzeczywiście są te parametry wiatru słonecznego i jego prędkość.

[A] Zaczęłam od tego, że się zaczął sezon, bo mam taką jedną aplikację, i ona mi wysyła powiadomienia. Mieszkam bardziej na południe, choć dużo bardziej na północ niż Oslo. No i jak mi przychodzi powiadomienie z aplikacji, przeważnie jak już się kładę spać w ciągu tygodnia… W sumie w weekendy jestem już też tak zmęczona, że mówię: „Nie, idę spać, nie ogarnę”. I potem się zastanawiam, czy jak rano wstanę i otworzę Instagram albo Facebook, to czy lokalsi będą mieli zdjęcia zorzy. To jest taki wyznacznik, czy ona była, czy jej nie było. 

Ja nie wiem, czy to był pierwszy tydzień września, czy ostatnie dni sierpnia, ja pamiętam, jak mówiłam do koleżanki: „Zaraz się zacznie sezon”. Ona mówi: „Niee, tak szybko?”. Mówię: „Zobaczysz, będzie pierwsza szybciutko”. I rzeczywiście – była. Dowiedziałam się o tym następnego dnia z Instagrama. Mówię: „Kurde, znowu zaczęłam sezon spaniem w łóżku”. Akurat u mnie Kp to nie wyznacznik. Można się wspomóc, ale nie na sto procent.

Powiedzieliśmy, jak mniej więcej polować własnymi siłami, dlaczego warto jest zaufać specjalistom od tego, szczególnie kiedy wyjeżdżamy gdzieś na takie wakacje dedykowane dla zorzy czy dla północnego przeżycia. Wiemy, kiedy przypada sezon: powiedzieliście, że końcówka sierpnia do marca około.  

[R] Mniej więcej. Tak jak ty powiedziałaś, pierwsza była chyba 27. dosyć mocno widoczna, chociaż jeden z naszych znajomych widział teraz 17 sierpnia. No ale to jeszcze na takim bardzo jasnym niebie, to jeszcze nie traktowalibyśmy tego jako sezon, to jest po prostu łut szczęścia. My też widzieliśmy np. 17 kwietnia i później. Bo po prostu byliśmy po północy, tak w ramach ciekawostki. Ale turystom dalibyśmy takie ramy czasowe: od równonocy jesiennej do równonocy wiosennej. Czyli właśnie teraz druga połowa września do drugiej połowy marca, początku kwietnia. Wtedy jeszcze są miarę sensowne szanse, jest tych parę godzin względnej ciemności, że można na tę zorzę polarną się załapać.

Widok na zorzę polarną i góry. Zródło zdjęcia: Canva.

Jeszcze czasem nas pytają ludzie, który miesiąc jest lepszy, który miesiąc wybrać. To jest też takie pytanie – rzeka. Jeśli ktoś kocha statystyki i rzeczywiście planuje wszystko na podstawie statystyk, to na podstawie danych z pięćdziesięciu lat, czy więcej nawet, wynika, że minimalnie lepszy będzie wrzesień i marzec. Jest to związane z kątem nachylenia Słońca do Ziemi. Ale to są naprawdę minimalne wartości na korzyść września i marca. Naszym prywatnym doświadczeniem – myślę, że Kasia też podziela to zdanie – jest to, że każdego miesiąca widzieliśmy najpiękniejszą zorzę, widzieliśmy standardowe zorze i był jeden dzień, że było słabo, była słabsza ta aktywność. Więc to jest wszystko kwestia szczęścia.

Myślę, że jak ktoś pojedzie dwa razy, za każdym razem zobaczy inną aktywność, inną zorzę polarną, więc to nie jest tak, że jak się zobaczyło jedną, to się widziało wszystkie. My po tylu latach nadal się zachwycamy tym zjawiskiem i za każdym razem nas to zaskakuje i tak samo szczęka nam opada przy tych najpiękniejszych zorzach. Tak samo jakbyśmy widzieli ją po raz pierwszy. 

Bardziej właśnie, jeśli chodzi o miesiące, to trzeba pamiętać w przypadku Tromsø, czy teraz chce się pojechać, bo jeszcze nie jest zimno, jeszcze nie ma śniegu, bo jest jesień. Czy ktoś przyjedzie w październiku i będzie rozczarowany, że tego śniegu nie ma, a on chciał już śnieg i chciał jeździć zaprzęgiem św. Mikołaja.

[A] Albo na skuterze.

[R] Dokładnie. Trzeba wtedy wiedzieć, że lepiej przyjechać w grudniu, w styczniu, w lutym na takie aktywności zimowe. Trzeba też pamiętać, że grudzień to jest najciemniejszy miesiąc, jesteśmy wtedy w środku nocy polarnej. Więc ten czas na zwiedzanie w ciągu dnia jest limitowany. Ktoś np. chce zobaczyć wieloryby, które przypływają do wybrzeży północnej Norwegii, to od drugiej połowy listopada do drugiej połowy stycznia jest czas na wieloryby. Bardzo fajnie też jest w lutym, marcu, ale to z kolei są naszym zdaniem najzimniejsze miesiące, zwykle jest już stabilna zima. Więc każdy musi sobie rozważyć, co lubi.

Przed pandemią mieliśmy w tym czasie więcej ludzi z Malezji, z Indonezji, z Singapuru, którzy się obawiali bardzo mroźnych temperatur. I kiedy my siedzieliśmy jeszcze w takiej przejściowej kurtce, to oni prosili o kombinezony, bo się trzęśli z zimna przy plus pięć, plus siedem w nocy. Więc to rzeczywiście każdy patrzy, co chciałby zobaczyć i jakiej pory doświadczyć w Tromsø.

[A] Fajnie, że to powiedziałeś. Zrobiliśmy już temat inny: atrakcje. Bo przecież to nie tylko zorza. Wyjeżdżając do takiego miejsca, dla nas może egzotycznego, nawet jeśli ktoś mieszka w Polsce, warto pomyśleć o tym, co będziemy robić za dnia. Albo właśnie wieczorem, kiedy tej zorzy nie będzie albo będzie zachmurzone niebo.

Wiemy już o zorzy sporo. Ja, jak słucham takich opowieści, to od razu mam wyobrażenia, że siedzę sobie przy tym ognisku, jest zimno, widzę tę zorzę… [śmiech] Nakręcam się sama w sobie na takie wyjazdy. Ale to nie koniec, bo nagrywamy pod koniec września 2021, wrzuciliście w internety taką informację, że napisaliście książkę o Norwegii i też o zorzy. Więc moje pytanie jest takie: co znajduje się w tej książce? Tak mniej więcej oczywiście, nie będziemy wszystkiego zdradzać. I dla kogo ona jest?

[K] Tak jak powiedziałaś, północna Norwegia jest egzotycznym miejscem. Wciąż bardzo egzotycznym dla nas. Dlatego postanowiliśmy przybliżyć trochę bardziej życie tutaj i niesamowity klimat tego miejsca. Więc książka, którą wydaliśmy, to jest opowieść o północnej Norwegii, o jej mieszkańcach, o faunie, która tutaj występuje. Trochę też o historii tego miejsca i o takich aspektach życia codziennego. Ale oczywiście nie zabrakło tematu zorzy, więc praktycznie jedna trzecia tej książki to też jest zorza. Opisujemy dokładnie, jak to się dzieje, że ją widzimy, jak ją fotografować. I dołączyliśmy też kilka anegdot z naszych polowań. Mamy nadzieję, że dobrze się przyjmie i przypadnie do gustu wielu osobom, ponieważ nie jest skoncentrowana wyłącznie na jednym temacie. To nie jest książka tylko o Norwegii, to nie jest książka tylko o zorzy. Jest to książka o Północy.

[R] Dokładnie tak. Poruszamy chyba każdy aspekt tutejszego życia. Przemysłu rybnego przede wszystkim na przykład. Dorszy, łososi, czy łosoś rzeczywiście jest zdrowy, jaki kolor powinien mieć ten łosoś prawdziwy, jak suszy się dorsze – bo przez wieki Lofoty właśnie z tego słynęły. Po dziś dzień unosi się taki specyficzny zapach nad Lofotami od stycznia do wiosny. 

[A] Zapach pieniędzy, jak to się mówi.

[R] Zapach pieniędzy, tak [śmiech]. Z drugiej strony pieniądz nie śmierdzi. Zapach jest rzeczywiście rybny. Poruszamy temat wielorybnictwa, który dla niektórych może być kontrowersyjny, ale postaraliśmy się do niego podejść bardzo rzeczowo, nikogo nie oceniając. Jak do tego doszło, że Norwegia jest nadal jednym z krajów na świecie, w którym po prostu w supermarkecie można sobie kupić bez problemu mięso wieloryba czy też pójść na steka z wieloryba do restauracji w Tromsø. Ile tych wielorybów rzeczywiście ginie czy jest zabijanych w Norwegii.

Te wszystkie tematy staraliśmy się zgłębić i mieliśmy na to mnóstwo czasu, bo wiadomo: teraz był lockdown, pandemia. Mieliśmy mniej turystów, więc więcej czasu na zgłębianie takich tematów. Przejechaliśmy praktycznie pięć tysięcy kilometrów – jak nie więcej – zaglądając do każdego zakątka północnej Norwegii, robiąc zdjęcia, żeby ta nasza książka była ubogacona ładnymi zdjęciami, które są ważne w dzisiejszych czasach dla czytelnika. Tak samo jak treść.

A na koniec w tej książce są propozycje tras. Takich kilku miejsc, do których trzeba zajrzeć, jak już chce się zajrzeć na północ Norwegii. Nie mówimy tylko o Lofotach, ale też o miejscach poza utartym szlakiem. Bo czasami słyszy się, że północna Norwegia to jest Tromsø, Lofoty, Nordkapp, nic więcej. A tutaj wiele miejsc mamy do zaoferowania. Najmniej zaludniony region, a jednocześnie największy w całej Norwegii.

[A] To już wiemy, że książka, jeśli zdecydujemy się na zakup, to raczej w wersji papierowej, żeby te ładne zdjęcia oglądać. Nie zapytam, gdzie można ją kupić, bo przypomniała mi się od razu anegdota. Koleżanka – zapytana, gdzie kupiłaś takie ładne buty – odpowiedziała: „W obuwniczym”. Domyślam się, że waszą książkę można pewnie kupić w każdej księgarni. 

[R] Nie w Oslo czy w Norwegii, ale w każdej większej polskiej księgarni będzie można kupić. Dla rodaków, którzy słuchają za granicą, może się zastanawiają – będzie opcja książki w cyfrowej formie, w formie e-booka. Jeśli rzeczywiście będzie jakiś problem z wysyłką, to też pamiętajcie, że będzie taka opcja. Jeszcze możemy powiedzieć tytuł…

[A] Właśnie chciałam na koniec zapytać, jaki jest tytuł, bo tak „książka, książka”…

[R] Nasza książka nosi tytuł: „Norwegia oczami Łowców Zórz. Opowieści z dalekiej Północy”. Proszę szukać okładki w zorzę polarną, zielonej, będzie się na pewno rzucać w oczy, więc zapraszamy do przeczytania. Mam nadzieję, że to będzie fajne uzupełnienie wyjazdu na północ Norwegii. Nawet jeśli ktoś już był, widział zorzę, na pewno dowie się mnóstwa ciekawych informacji, których nie usłyszał na miejscu, więc zapraszamy mimo wszystko do kupna.

Okładka książki "Norwegia oczami łowców zórz"
Okładka książki „Norwegia oczami łowców zórz”

[A] Jasne. A jak nie książka, to można was jeszcze znaleźć online na Facebooku, na stronie i gdzie jeszcze, pod jaką nazwą?

[R] Można nas znaleźć na naszej stronie katandrob.eu. „Kat” jak „Katarzyna”, „Rob” jak „Robert”, takie skróty. Wzięło się to stąd, że Kasia dostała kartę debetową z nazwiskiem Kat zamiast Katarzyna, widocznie się nie zmieściło. I od tego to się wzięło, łatwiej to też wypowiedzieć naszym zagranicznym gościom. Na Facebooku możecie nas znaleźć na Kat and Rob – Łowcy Zórz. Na pewno gdzieś tam uda się nas znaleźć. 

[A] Świetnie. Dziękuję bardzo za rozmowę, za wszystkie informacje i przede wszystkim za to, że rozbudziliście taką ciekawość podróży na Północ w sezonie zorzy.

[K] Bardzo dziękujemy za zaproszenie! Bo super nam się rozmawiało i mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie.

[A] Też mam taką nadzieję. Mam nadzieję, że niedługo wybiorę się do Tromsø.

[R] Może w wersji cyfrowej, ale zapraszamy też w wersji w realu. 

[A] Uzbieram trochę dni wolnych… To jest taka wycieczka, którą chce się zrobić. To jest taka wycieczka, którą może trochę się odkłada, tak jak dużo rzeczy innych w życiu… Których się chce, o których się myśli, które sobie człowiek wyobraża, widzi tylko gdzieś na zdjęciach. No ale kiedyś nadejdzie ten piękny dzień i na pewno się odezwę, jak przyjadę do Tromsø.

[R] Zapraszamy wszystkich serdecznie.

[A] Dziękuję wam bardzo za rozmowę, miłego wieczoru.

[K] Miłego wieczoru, do usłyszenia!

Koniec! To by było na tyle na dziś. Kolejny odcinek to podsumowanie trzeciego kwartału podcastu, a co za tym idzie – trochę mojego około podcastowego życia. Do usłyszenia, trzymaj się ciepło, hej då!

Nawigacja wpisu

Poprzedni Poprzedni
Mrówki większe od łosi?
NastępnyKontynuuj
Łosiologia od kuchni – kwartał III 2021
Facebook Instagram Pinterest

© 2026 - Realizacja: Ad21 - strony internetowe

  • Podcast
  • Blog
    • Wysokie Wybrzeże w Szwecji
    • Podcasting
  • O mnie
  • Oferta
  • Współpraca
  • Kontakt